V Konkurs Poetycki – prezentacja prac nagrodzonych publikacją

„W Parku”
Katarzyna Wiktoria Polak

Kto czupryny wyzłaca
krzewom
i starym drzewom?

W sekretnym poszumie
liści
łątki ostatni tan.

W płaskiej tafli
kałuży
przeglądamy się niby
w szkle dziwnego
zwierciadła.

Naciskamy na uszy
Ty kapelusz, ja czapkę,
bo może
znów legnicki wiatr

rozwiać włosy
i myśli…


„Legnicki ogród śni kolory”
Maciej Modzelewski

Kształtem wabią i wonią, ametystem ścielą się gazony,
Barwią kłując powietrze – astry.
Włókna łodyg trzymają fason.

Słoneczniki – oczka słońca, kożuch liści je skrywa,
Zbrązowiałe paprochy sypią się niczym próchno. Dojrzewa.

Napęczniałe jesienią,
Skumulowaną energią strzelają pstrokatymi nasionami
Łubiny.
Wirują poskręcane w spiralki łuszczyny, dźwięczą, grzechoczą, chrzęszczą.

Wiją się wężowe nitki przędzy różanego zapachu.
Ostatnie tej jesieni.
Zbrązowiałe haczyki liści zbierają pęczki kurzu i nitki babiego lata.

Dzień kładzie się pierścieniem słońca – faluje rubinem.
Wydłużają się cienie. Kolory gasną.
Pachnie.

Wieczór drży poświatą księżyca, srebro mrowi w oczach.
Ciemność popiskuje głodnymi nietoperzami.
Ogród nacichł. Zasnął.


„Kuźnia z miedzianą Legnicą w tle”
Maciej Modzelewski

Jeszcze wczoraj – pamiętam – buchał żar z paleniska.
Niczym Hefajstos kuł młotem
(ale on był przystojny, oglądały się za nim kobiety)
i nie tarcze szczerozłote,
a klucze i podkowy.

Rozżarzone żelazo w zakopconych obcęgach płonęło.
Podnosił je do oczu w sposób sui generis,
niczym Jurandowi, gdy przed oblicze mu dano.

Zdychały nawet muchy od nagłej kipieli w cebrzyku,
gdzie studził podkowy.
Buntował się skrwawiony metal,
skwierczało powietrze.
Zadzierzgał się gorąc na ludzkich oddechach.

Jawi się obraz.
Sczerniałe zadaszenie i wielkie drewniane wrota
spłukane deszczem i wiatrem.
Sinawe drzewo bez zadziorów, zakurzone stare okucia.

W sczerniałych ramach wiły się wykute pędy winnej latorośli –
grona wielkie, dorodne, do zerwania gotowe.
Ktoś zostawił je tutaj – oparte o starą szopę. Wikłające się pędy, a zakola i sploty miedziannie pachniały.


Wierzbiak, dziewczyna i jesień
Maciej Modzelewski

Błyszcząca łuska goni łuskę tęczową – Wierzbiak przeciąga się miedzianie,
posłusznie
jak żołnierski rozkaz płynie kropla w kroplę niezmiennie.
Okryty słońca słonecznym fartuchem, na skrzyżowaniu błękitu i promieni.
Jakaś kropka szara intonuje.

Patrzysz w dal zamyślona…
Woda się mieni.

Wiatr zrywa skrwawione liście jak kartki z kalendarza jesieni.
Topnieją pordzewiałe zakola rzeki,
pisze się czas wspomnieniami niemymi.
Kamień szeptem pluśnięcia się błyska, kępki trawy – przerzedzona czupryna.
Ta rzeka głosy ludzi nurtem niesie,
ona o nich nie zapomina.

Lustro gładkie jak wyświetlacz telefonu,
skrzydło ptaka patynuje nadrzeczną ciszę.
Patrzysz w dal –
sosen zielone korony, graficzny labirynt na niebie. Wiatr nim kołysze.
Czyjaś dłoń,
czyjeś palce odbite w powietrzu ioddechy, co kreślą życia głęboką potrzebę,
Most maluje się przęsłami, głucho dudni.

A ty czemu w głąb dali patrzysz…
Nie wiem.

Samowar miedzianej jesieni
podgrzewa przestrzeń,
szklane obrazy zapadają się w ziemi grząskiej, posępionej czernią ulewy.
Uderzają, żółcą, pylą wokół werble przekwitającej dziewanny.
W drzewach coraz słabiej krąży krew przezroczysta,
dodaje usypiającym liści o nadzwyczajnej mocy,
kruszą się zeschłych traw splątane włosy, zapach pleśni z ziemi się broczy.

Stary dąb
drży na wspomnienie o drwalach,
stare czasy zapisały się w łyku i korze.
Wabi kiściami gałęzi tkanki powietrza w tym świecie z marzeniami,
gdzie ptaki śpiewają w chórze.
Narodzenie rzeźbi się kolorem, przemiana płynie ze zziębniętych ścieżek i dróg,
wraca krajobraz zagubiony.

Ty znowu patrzysz w dal – przekraczasz miedzianej jesieni próg.


Miedziana chwila
Anna Piliszewska

Miedziana chwila – wszystko
ubiera się w rude barwy.

Rudy jamnik na smyczy
zwietrzył rdzawość w powietrzu.

Rdzewieją rynny. Rdzewieją
klamki, rygle i bramy. I aster

biały za siatką
założył rudawy żupan.

Rudy, wąsaty kocur zmrużył
żółtawe ślepia – i zaklął

biegnący czas: coś zgrzytnęło
w zegarach –

teraz już nie pomyślisz
o jaskrawej zieleni.

Rdzą rozsnuwa się jesień –
nad Kaczawą rdza-mgła.

Rudy księżyc się toczy
po nocnym niebie jak piłka.

Nad uśpioną Legnicą
deszczu miedziany dzwon –

krople,
miedziana chwila…


Miedziany klonik
Maria Furowicz

Przyszła jesień do parku
trochę się spóźniła
idzie główną alejką
w ręku pędzel trzyma

Będzie malować liście
w przepiękne kolory
na pierwszy ogień poszły
dwa duże jesiony

Swe długie złote włosy
brzozy rozpuściły
z wierzbami płaczącymi
znowu się kłóciły

Starym potężnym dębom
co trąbę przetrwały
liście wczoraj zielone
dziś już zbrązowiały

I o lipach nad Kaczawą
jesień pamiętała
machnęła wprawnie pędzlem
miedzią posypała

Tylko klonik japoński
stoi zawstydzony
bo nawet podczas lata
był cały czerwony.


Powrót. Wspomnienie
Bogdan Nowicki

Skrzypiał dom, piały koguty, wiadra brzęczały
przy studniach, poduszka wyschła w ciężar kamienia,
na stole leżał chleb, jabłka i gazety, z miedzianych wianków

października sypała się trawa, anioł ubrany na biało,
oglądał rysunki roślinek biblijnych: figi, gorczycę, jagody,
sykomor. W oknach, w progach staruszki – zaniepokojone

tymi, co szli donikąd w poszarpanych łachach – i piórko
śnieżnobiałe spoczęło na podłodze w zakurzonej szparze,
nazajutrz tragarze zaczęli przestawiać meble, przynieśli
krepowe

zasłony: weszli z zapachem macierzanki, a wyszli
z mosiężnymi klamotami na plecach prawie bez trzasku,
na progu stał posiwiały sześćdziesięcioletni ojciec,

który dostrzegł u moich maleńkich sandałów
rozluźniony rzemyk – właśnie wtedy zapłakał.

Previous Article